4 problemy demokracji referendalnej (oraz 1 propozycja)

Z oferowanych przez Konstytucję RP możliwości wyrażania swojej woli przez naród, referendum jest rozwiązaniem w najwyższym stopniu wypełniającym założenia bezpośredniego udziału w podejmowaniu decyzji politycznych. Z tego względu ostatnia popularność tej formy powinna wydawać się zjawiskiem bardzo pozytywnym.

Tym bardziej, że do tej pory w III RP odbyły się jedynie cztery referenda. Były to:

18 lutego 1996 r. – referendum o powszechnym uwłaszczeniu obywateli
18 lutego 1996 r. – referendum o niektórych kierunkach wykorzystania majątku państwowego
25 maja 1997 r. – referendum konstytucyjne
7–8 czerwca 2003 r. – referendum w sprawie wyrażania zgody na ratyfikację Traktatu dotyczącego przystąpienia Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej

Dwa pierwsze referenda odbyły się tego samego dnia, więc można powiedzieć, że przez 26 lat mieliśmy jedynie trzy wydarzenia referendalne. W tym roku w przeciągu dwóch miesięcy będziemy mieć aż dwa takie wydarzenia, dlatego jest to dobra okazja, żeby zastanowić się czy z obecnego trendu możemy wyciągnąć coś pozytywnego (nawet bardzo). Najpierw jednak zastanówmy się dlaczego taka forma demokracji bezpośredniej jest problematyczna.

1. Referendum jest kosztowne

Koszt referendum ogólnokrajowego szacowany jest na 100 milionów złotych. Biorąc pod uwagę, że tylko jedno z powyższych referendum (dotyczące UE) przekroczyło próg frekwencji 50% i tym samym było wiążące. W efekcie daje nam to bardzo drogie konsultacje społeczne. Wczorajsza decyzja o rozpisaniu referendum na dzień wyborów parlamentarnych, przez Andrzeja Dudę, jest w tym aspekcie dobrym rozwiązaniem ze względu na zmniejszenie kosztów i jednoczesne zwiększenie frekwencji. Jednakże oszczędności mogą wcale nie być tak duże. Szefowa Krajowego Biura Wyborczego Beata Tokaj, zapowiedziała, że koszt tego referendum może wynieść ok. 50 mln zł. Jednocześnie zapowiedziała także podniesienie diety członkom komisji referendalnej o 120 zł. co nie wydaje się dużą oszczędnością w stosunku do normalnej stawki 140zł. Zatem koszt który stanowił 64% ostatniego referendum, wcale nie zostanie wydatnie zredukowany. Według dyrektora do spraw kontroli finansów połączenie obu wyborów pozwoliłoby zaoszczędzić także na sporządzaniu spisów (5%), urządzeniu i wyposażeniu lokali wyborczych (4%). Mogłyby spaść także koszty transportu, (7%) ponieważ możliwe byłoby zorganizowanie wspólnego przewozu kart do głosowania w wyborach i w referendum.  Łączenie wyborów z referendum może jednak okazać się bardzo dobrą intuicją dla demokracji, jeśli właściwie ją wykorzystać i powrócimy na koniec.

Jednakże sztucznie kreowana wysoka frekwencja o ile może sprawić, że decyzja będzie wiążąca wcale nie przekłada się na jakość tej decyzji, ponieważ…

2. Część wyborców jest niedoinformowana

W 2013 roku, w British Journal of Political Science Richard R. Lau i współpracownicy opublikowali analizę wyników wyborów 33 krajów demokratycznych pod kątem correct voting, czyli tego czy wyborca głosowałby na swojego reprezentanta będąc świadomy jego poglądów. Polska uplasowała się najniżej w tabeli z wynikiem zaledwie 44% poprawności głosów.

Zastanówmy się ile wyborców wie na czym polega obecna gospodarka Lasów Państwowych. Jak słusznie zauważają niektórzy komentatorzy świadomość złożoności problemów poruszanych w obu referendach jest zróżnicowana. Jedni obywatele oddadzą głos po zapoznaniu się z problematyką i opiniami ekspertów, inni powodowani poczuciem obowiązku i łatwością bezrefleksyjnej wypowiedzi oddadzą tak samo ważny głos, nie zdając sobie sprawy z jego reperkusji, często wbrew własnemu interesowi. Na ten czynnik w dużym stopniu wpływa kolejny problem.

3. Formułowanie pytań

Kolejną bardzo istotną kwestią jest precyzyjność formułowania pytań. Pytanie można sformułować na tyle ogólnie, że odpowiedź praktycznie nie przesądza o meritum sprawy. Tak jak w przypadku JOWów, zakres rozwiązań, które się w nim mieszczą jest tak duży, że jego implementacja może okazać się zupełnie rozbieżna z wyobrażeniem wyborców. Istnieje tyle wariantów jednomandatowych okręgów wyborczych, że decydenci mogą wzorować się na rozwiązaniu stosowanym w wyborach do senatu, na systemie brytyjskim, (gdzie ostatnie wybory okazały się najmniej reprezentatywne w historii) systemach preferencyjnych np. STV, na rozwiązaniach proponowanych przez Fundację Optimum Pareto (do czego zachęcamy) i wielu innych. Jednakże to jaki rezultat nastąpi i czy jest zgodny z wolą wyborców, leży poza ich możliwością decyzji.

Z drugiej strony pojawia się problem obiektywności. Jeśli zapytać ludzi o to, czy chcą dostać pieniądze, nie trudno domyślić się, że odpowiedzą – tak. Pytanie nie uwzględnia jednak problemu skąd te pieniądze wziąć, dlatego jest przedstawione jednostronnie i sugestywnie. Większość pytań w obu referendach niestety jest sformułowana w ten sposób. Jeśli powrócimy do wcześniejszego wieku emerytalnego, to skąd weźmiemy pieniądze na opłacenie tych emerytur? Jeśli partie nie będą finansowane z budżetu państwa to skąd będą mogły czerpać pieniądze? A może wcale nie oznacza to brak finansowania z budżetu? Bo jeśli wyborcy opowiedzą się przeciw, to w jakim zakresie należy odejść od dotychczasowego sposobu finansowania? Sposób sformułowania pytania równie dobrze pozwala zwiększyć wydatki z budżetu. Pytania, które znajdują się w obu referendach dają olbrzymie pole do interpretacji, ale to już nie obywatele będą decydować, którą interpretację mieli na myśli podczas ich wdrażania do systemu prawa.

Doprowadza nas to do kolejnego zagadnienia…

4.  Kto formułuje pytania i czego dotyczą

Ze względu na bliskość wyborów nie da się uciec od zarzutów chęci zyskania kapitału politycznego. Dotyczy to zarówno prezydenta Andrzeja Dudy jak i w byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Pierwsze referendum zostało ogłoszone przez Bronisława Komorowskiego dzień po pierwszej turze wyborów prezydenckich i zawierało pytanie, które jest kluczowym punktem programu trzeciego w kolejności kandydata. Zostawię to bez komentarza, nie potrzeba za nikogo dodawać 1+1. Prezydent Andrzej Duda powołuje się na inicjatywy obywatelskie odrzucone przez sejm. Przy okazji tematy te związane są z jego obietnicami wyborczymi oraz programem partii z której się wywodzi. Należy mieć na uwadze, że inicjatywy odrzucone zostały przez partię, która w wyborach jest największym przeciwnikiem partii z której wywodzi się obecny prezydent. Od ogłoszenia referendum do jego przeprowadzenia jest tylko dwa miesiące, co nie daje wyborcom dużo czasu na zapoznanie się ze skomplikowaną problematyką pytań i prowadzenie debaty publicznej. W obu przypadkach można mieć wątpliwości, czy referendum nie jest zwyczajną zagrywką polityczną. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.

Najdobitniej absurd sytuacji referendalnej pokazuje przykład pytania o rozstrzyganie wątpliwości prawa podatkowego na korzyść obywatela. Stało się ono bezprzedmiotowe po tym jak Sejm przyjął nowelizację ustawy o takiej treści. Wedle badań opinii publicznej, większość właśnie tak odpowiedziałaby w referendum. Pytanie jednak pozostaje, co świadczy tylko o tym jak nieprzemyślane było sformułowanie pytania i jak ciężko jest się z niej wycofać zgodnie z procedurami prawnymi.

Rozwiązanie, które odpowiadałoby na powyższe problemy.

Jest możliwe, żeby to nie politycy, ale OBYWATELE, za pomocą inteligentnej wymiany zdań, sami ustalali pytania i propozycje odpowiedzi, które przeszły przez sito konstruktywnej krytyki i reprezentowały pełne spektrum propozycji.

W jaki sposób?

Konstruktywna dyskusja wszystkich zainteresowanych obywateli trwająca 4 lata.

Istnieją metody masowej deliberacji przez Internet, (np. omawiany przez nas system Vilfredo goes to Athens) które zamiast zbiorowej przeciętności, promują zbiorową inteligencję. Jak taki system miałby działać? W skrócie: obywatele sami za pomocą dyskusji formułują pytania oraz propozycje odpowiedzi. Następnie komentując przy wsparciu genetycznych algorytmów ewoluują jego treść tak by osiągnąć konsensus argumentacyjny z poszanowaniem głosu mniejszości. Algorytm jest publicznie dostępny i skonstruowany tak, aby każda kolejna wersja propozycji była jakościowo lepsza od poprzedniej.

Zbiór kilkunastu, lub kilkudziesięciu najważniejszych pytań tworzy obiektywny test preferencji politycznych, który podczas wyborów wypełniany jest zarówno przez kandydatów jak i głosujących. głosujący mogą odpowiadać na tyle pytań na ile chcą. Następnie tak jak do tej pory, głosujący wskazuje konkretnego kandydata. Zbieżność odpowiedzi głosującego i wskazanego kandydata świadczy o sile głosu oddanego na kandydata.

Co to zmienia w kontekście poruszanych w artykule problemów:

1. Koszt uzyskany z takiego systemu, w przeliczeniu na ilość i jakość informacji, jest znacznie mniejszy niż w przypadku rozwiązania referendum + wybory, ze względu na ujednolicenie obu form.

2. Wiedza na szereg tematów politycznych odzwierciedlona jest w sile głosu.

3. Pytania omówione są na wszystkie strony w merytorycznej dyskusji i nie nastręczają tylu problemów interpretacyjnych.

4. Nie ma jednej osoby ani partii, która formułuje pytania i odpowiedzi. Przy tym kolejne wersje są łatwe w modyfikacji.

Ponadto w ten sposób promuje się głosy poinformowanych wyborców, promuje się rzeczywiste preferencje głosujących, prowadzi się masowe badanie opinii wyborców, dostajemy prosty i przejrzysty system do rozliczania reprezentantów oraz skłania się partie do prowadzenia merytorycznej debaty publicznej, ponieważ informacja ma wreszcie wartość.

Korzystając ze sprzyjającego klimatu politycznego, chcemy dotrzeć do Polaków z tym innowacyjnym pomysłem, przyciągnąć zainteresowanie mediów, polityków oraz naukowców i rozpocząć badania nad zastosowaniem tego systemu w systemie demokratycznym. Jeśli chcesz wiedzieć więcej na temat proponowanej tu ordynacji wyborczej oraz problemów współczesnych rozwiązań i propozycji rozwiązań śledź nas na tej stronie, oraz na facebooku.

Jeśli chcesz pomóc w rozwoju tego projektu, przy jego promocji, w badaniach lub posiadasz konstruktywne uwagi napisz do autora:

Marcin Woźniak-m.wozniak@optimumpareto.com

Dodaj komentarz